W ubiegły piątek gościliśmy w Grudziądzu znanego rapera – księdza Jakuba Bartczaka pochodzącego ze Wrocławia. Ksiądz Bartczak wygłosił w czasie mszy świętej krótkie kazanie, a po niej kontynuował myśl z kazania i przeplatał ją muzyką, gdzie rapował.
To co mnie ujęło w tym spotkaniu to jego świadectwo wiary. W młodym wieku stracił ojca, a przed wstąpieniem do seminarium swojego starszego brata. Mimo tych trudnych doświadczeń został księdzem, który rapuje, ewangelizując tak ludzi w kościele. Dlaczego tak się stało? Bo był zakorzeniony w wierze, mimo, że często bardziej słuchaj kolegów z podwórka niż Pana Boga. Ale w tym przełomowym momencie, kiedy to jego brat był w śpiączce razem ze swoimi kolegami modlił o to, aby jego brat wyzdrowiał. Jednak tak się nie stało. Wtedy Bóg go zabrał na życiowe rekolekcje, przyszedł On do niego w tej ciszy, bolesnej pustce. I po długich wahaniach przed i jak w trakcie pobytu w seminarium został księdzem, który ewangelizuje wykorzystując rap. Obecnie jest m. in. wikariuszem parafii w Sulistrowicach i kapelanem w Dolnośląskim Centrum Chorób Płuc we Wrocławiu, chociaż bardzo ciężko było mu na początku być kapelanem z powodu wydarzeń związanych z jego zmarłym bratem.
Ta cisza, o której opowiadał ksiądz Bartczak, najbardziej do mnie trafia ponieważ każdy z nas z tą ciszą się spotkał. To jest cisza po osobie, która odeszła, pustka, której myślimy, że nikt jej nie zapełni. To jest nieprawda, ponieważ Jedyny, który może ją zapełnić jest Pan Bóg. Wobec śmierci bliskiej osoby jesteśmy bezsilni i bezradni ale Bóg nie jest. Bóg nigdy nie jest bezsilny, On działa w naszej bezsilności. Dlatego też, mimo, że ksiądz Bartczak stracił ojca i brata, wierzy, że będzie ich mógł spotkać w Niebie. I ta jego wiara nie jest pusta, ponieważ wierzymy w Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, które teraz szczególne celebrujemy (trwa okres Wielkanocny). Bóg przychodzi do nas z wieścią, że osoba bliska naszego serca jest u Niego, przytulona Jego Ramionami. Żałoba po tej osobie nie jest nieuzasadniona. Musimy ją przeżyć, ale z Bogiem, który chce uzdrowić ranę po stracie. Bo ta strata ma otworzyć nam nowe horyzonty. Strata zawsze z Bogiem zamienia się w błogosławiony Pokój, który wraz z Duchem Świętym przychodzi do nas. Nasze Serca, chociaż zranione może żyć dalej, ale wraz z Bogiem. On nas pociesza, że wkrótce tą osobę zobaczymy po naszej śmierci w Niebie. Śmierć nie jest końcem, pokonał ją Jezus Chrystus w czasie wstępowania do Otchłani. Nie bójmy się ofiarować tego niszczącego bólu, ziejącej pustki Bogu, ponieważ tylko On może nas uleczyć i ją zapełnić. Sam wiem z własnego doświadczenia jak boli śmierć bliskiej osoby tym bardziej niespodziewana, bo sam jej doświadczyłem. Wtedy mówisz Dlaczego?, ale nie ma żadnej odpowiedzi. Jest tylko bolesna cisza, w którą może wejść tylko Bóg. Bóg, który zna też ten ból, ponieważ oddał swojego jedynego Syna Jezusa Chrystusa na śmierć. Bóg zna ten ból doskonale, tak więc pamiętajmy, że możemy jemu się ofiarować, ale też pamiętajmy, że możemy ofiarować Matce Jezusa, Najświętszej Maryi Panny, Matce Bolesnej, która też czuła wielki ból po śmierci Jezusa. Oni Oboje Bóg i Maryja mogą nas przeprowadzić przez czas żałoby.
Podsumowując nigdy nie jesteśmy sami w tym smutku po bliskiej osobie. Obok nas jest Bóg i Jego Oblubienica Maryja. Im można się zawierzyć zawsze, ponieważ Oni wiedzą co to jest za ból. Idźmy wraz z nimi w tej ciszy, która zionie bolesna pustka.
Ps. Artykuł mojego kolegi Kacpra wraz z zdjęciami zrobionymi przez Kamila i Natalią link https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=pfbid02FFkSwiTDU49g9PJSVVUdvVzccPXDT3HGnMqpHnRZU8nQL8rxWcKuLc2Yz1iJfLv4l&id=100079460466358


Dodaj komentarz